Czy wszystko, co wygląda duchowo, rzeczywiście pochodzi od Boga?
W chrześcijańskim życiu łatwo przejąć pewne zwyczaje, sposoby myślenia i praktyki tylko dlatego, że są popularne, ktoś nas ich nauczył albo od lat funkcjonują w naszym środowisku. Nie oznacza to jednak, że zawsze są biblijne — ani że pomagają nam wzrastać.
W tym odcinku Tłustej Owcy mówię o pięciu rzeczach, które warto uczciwie zweryfikować:
Uduchawianie wszystkiego — nie każdy sen, emocja, wewnętrzne przekonanie czy ponadnaturalne doświadczenie musi pochodzić od Boga. Biblia zachęca nas do rozeznawania i badania.
Wyrywanie wersetów z kontekstu — Słowo Boże nie jest zbiorem motywacyjnych cytatów. Zanim zapytamy, co dany fragment mówi do mnie, warto najpierw zrozumieć, co rzeczywiście znaczył.
Mylenie wiary z uczuciami — możesz odczuwać lęk, smutek czy niepewność i nadal ufać Bogu. Możesz też odczuwać ogromny pokój i podjąć niewłaściwą decyzję. Wiara nie polega również na zaprzeczaniu rzeczywistości.
Ocenianie duchowości po tym, co widać na zewnątrz — charyzma, dary, wielka służba, cuda czy liczba obserwujących nie są jeszcze dowodem dojrzałości. Jezus powiedział: „Poznacie ich po ich owocach”.
Oczekiwanie, że Bóg zrealizuje nasz plan — dojrzała modlitwa nie próbuje przekonać Boga do naszej wizji życia. Uczy nas mówić: „Boże, powiedziałam Ci, czego chcę, ale bardziej niż spełnienia mojej prośby pragnę Twojej woli”.
Być może dojrzałość duchowa nie zawsze oznacza, że musimy zacząć robić więcej.
Czasami oznacza, że trzeba przestać robić rzeczy, które tylko wyglądają duchowo, ale nie prowadzą nas bliżej Chrystusa.
Bo celem chrześcijaństwa nie jest wyglądać na duchowego.
Celem jest stawać się podobnym do Jezusa.



