INFLUENSERZY w kościele. Jak nie wkręcić się w „popularność”?

Siedzę dzisiaj na swojej kanapie, a nie w profesjonalnym studiu, bo wierzę, że w dzisiejszym internecie najbardziej brakuje autentyczności i zwyczajnej, ludzkiej szczerości. Nie chcę tworzyć treści idealnie skrojonych przez AI, ale takie, które płyną prosto z mojego serca. Chciałabym podzielić się z Wami moimi przemyśleniami o celebryctwie w kościele, które staje się coraz bardziej widoczne.
Dla mnie bycie influencerem w świecie chrześcijańskim to stąpanie po cienkim lodzie. Bardzo łatwo jest zacząć posługiwać się socjotechnikami, psychologią tłumu czy radami specjalistów od marketingu, byle tylko „robić zasięgi” i dawać ludziom to, co jest dla nich atrakcyjne. Można stać się osobą wpływową, nawet jeśli Bóg wcale nie dał nam nic konkretnego do powiedzenia. Ja jednak chcę się uczyć od Jezusa – On nie dbał o marketing. Robił tylko to, co widział u Ojca, i mówił tylko to, co od Niego usłyszał. Choć na początku szły za Nim tysiące, ostatecznie przy Jego cierpieniu i w oczekiwaniu na Ducha Świętego pozostało tylko 120 osób. Jezus postawił na jakość i całkowite oddanie, a nie na liczbę „gapiów”.
Przyznam Wam, że liczby potrafią mącić w głowie. Jako społeczeństwo mamy obsesję na punkcie liczenia: subskrybentów, lajków, osób w kościele. Jednak w źródłach biblijnych widzę, że Bóg często konfrontuje to podejście. Gniewał się na Dawida za liczenie wojska i kazał Gedeonowi drastycznie okroić armię, by pokazać, że to Jego moc, a nie liczba żołnierzy, daje zwycięstwo. Boża matematyka jest inna – On nie patrzy na to, co my możemy policzyć jako nasz sukces.
Sama nieustannie muszę badać swoje serce. Jestem typem „działacza”, który kocha sprawczość i satysfakcję z udanego projektu. To jest jak uzależnienie – chcesz więcej i więcej. Ale uczę się, by nie sięgać po zasoby tylko dlatego, że są w moim zasięgu. Nazywam to „testem Biedronki” – przechodzisz obok ulubionej czekolady i mimo że Cię na nią stać, nie kupujesz jej, bo nie to jest Twoim celem. Chcę mieć pokój w tym, że przez całe lata mogę nie robić nic spektakularnego, jeśli Bóg nic mi nie pokazał.
Niebezpieczeństwem współczesnego chrześcijaństwa jest tworzenie „gwiazd”, które pokazują tylko swoją idealną stronę. To prowadzi do manipulacji, bo ludzie słabi chcą być blisko tych, którzy wydają się silni. Biblia pokazuje nam jednak liderów takich jak Mojżesz czy Dawid z ich wszystkimi grzechami i upadkami. Robi to po to, byśmy nie uprawiali kultu jednostki, ale widzieli, że Bóg używa glinianych naczyń. To w mojej słabości Boża moc może promienieć najmocniej i to ona daje realną nadzieję innym. Dlatego zamiast produkować własne słowa, chcę patrzeć na Jezusa i robić tylko to, co On mi wyznaczy.

00:00 – 02:15 Wstęp i celebryctwo.
02:16 – 05:40 Powołanie kontra marketing.
05:41 – 08:50 Wzór Jezusa: Słuchanie Ojca.
08:51 – 11:30 Boża miara zasięgu.
11:31 – 14:15 Pułapka liczb i porównań.
14:16 – 17:00 Historia Dawida i Gedeona.
17:01 – 20:15 Badanie głębi wpływu.
20:16 – 23:40 Pokusa ciągłego działania.
23:41 – 26:30 Rozeznawanie i „test Biedronki”.
26:31 – 29:50 Zagrożenia gwiazdorstwa.
29:51 – 31:45 Moc w słabości naczyń.
31:46 – 32:37 Zakończenie i pożegnanie

Agata Strzyżewska

NEWSLETTER

ZASUBSKRYBUJ 

TŁUSTĄ OWCĘ!

 

Co tydzień dostaniesz ode mnie maila z następnym odcinkiem Podcastu oraz z najbardziej wartościowymi materiałami video. 

 

Oprócz tego moje bardzo osobiste przemyślenia i inspiracje dotyczące życia z Bogiem.

strzałka

Posłuchaj również...

This site uses cookies to offer you a
better browsing experience.