Rozwój osobisty a chrześcijaństwo - Agata Strzyżewska
Czy Bóg oczekuje rozwoju?

Rozwój osobisty a chrześcijaństwo

Rozwój osobisty. Samorozwój. Praca nad sobą.

Te hasła są ostatnio bardzo modne. Ale niejeden chrześcijanin czuje się nimi zaniepokojony. Czy po to Jezus przyszedł na świat, czy po to umierał na krzyżu i powstał z martwych? Po to dał Ci nowe życie, abyś teraz kształtował je własnymi rękami? Czy nie podważasz w ten sposób autonomii Ducha Świętego, który przecież „wieje gdzie chce?”

Chrześcijanin to człowiek, który narodził się na nowo. Czy na pewno potrzebuje osobistego rozwoju?

Jeżeli rzeczywiście mieszka w Tobie Duch Święty – masz prawo zadać sobie pytanie: ile zależy od Niego, a ile ode mnie? Z jednej strony wiesz przecież, że człowiek to nie zdalnie sterowana maszyna. Ale z drugiej, trochę fałszywie brzmią te popularne hasła, gdy ciągle słyszysz celebrytów, telewizyjnych prezenterów i innych ludzi „ze świata,” jak zachęcają do skupienia się na sobie.

Czy chrześcijanin może skupiać się na sobie? Co na ten temat mówi nasz Pan?

O tym właśnie chcę z Tobą porozmawiać, zapraszam do obejrzenia filmu!

To ja, Agata.

Mówca, autor, streetworker.
Mówię i piszę o samej esencji, o życiu pełnym pasji i głębokiej relacji z Bogiem.

Z tego filmu dowiesz się:

 

  • czy chrześcijanin powinien dbać o rozwój osobisty
  • co Biblia mówi o rozwoju osobistym
  • czy Bóg chce, żebyś się rozwijał
  • czy Jezus się rozwijał, czy też od razu był doskonały

Mam nadzieję, że mój film pomógł Ci zrozumieć, jak wiele zależy od Ciebie i od Twojej pracy nad sobą.

A zarazem, jak wiele dostajesz za darmo – bez wysiłku.

Czy zachęciłam Cię do spojrzenia na siebie jako na kiełkującą roślinę, którą trzeba pielęgnować? Tak, to naprawdę Ty – i w Tobie Bóg pokłada wielkie nadzieje. Czy może się mylić?

Ruszaj zatem, naprzód! Jeśli znajdziesz chwilę na kilka słów komentarza poniżej, chętnie przeczytam, co myślisz.

Nie wiem, czy „rozwój osobisty” brzmi dla Was „po chrześcijańsku.” Są osoby, które uważają, że chrześcijanin nie powinien się rozwijać, tylko żyć z Duchem Świętym tak, jak mu Pan Bóg pokazuje. Cała reszta zależy od Pana Boga, więc „ja na nic nie mam wpływu – On będzie układał moje życie tak, jak mu się to podoba.”

Czy zatem mamy się rozwijać (osobiście lub nie osobiście)? Czy raczej mamy pozwolić Duchowi Świętemu, żeby w nas działał? Opowiem Wam o tych dwóch podejściach i o tym, co mamy zrobić, aby Bóg mógł nas używać. Żebyśmy mogli się… rozwijać.

 

W Biblii jest bardzo wiele wskazówek, które są nam dane po to, abyśmy się rozwijali, ćwiczyli w miłości, wdzięczności. Abyśmy byli cierpliwi, radośni, przebaczali i nosili nawzajem swoje brzemiona.

Jest bardzo dużo wskazówek, które pokazują nam, że powinniśmy dokądś zmierzać, o coś walczyć, wysilać się. Paweł wręcz porównuje życie chrześcijańskie do życia sportowca. A sportowiec ćwiczy mięśnie, wychodzi codziennie trenować, aby osiągnąć doskonałość w pewnych dziedzinach.

Oczywiście rozwój – osobisty czy duchowy – nie oznacza, że będziemy wskrzeszali starego człowieka, który został pogrzebany. Czyli nie będziemy wracali do swojego starego życia.

Kiedy porzucamy stare życie, zyskujemy nową tożsamość dzieci Bożych.

Zyskujemy tożsamość człowieka, który został wzbudzony z martwych i nie żyje już dla siebie, ale dla Chrystusa. Siedzimy razem z Chrystusem po prawicy ojca, w sensie duchowym. Doświadczamy różnych duchowych błogosławieństw i nasza pozycja jest już potencjalnie niezachwiana i uświęcona przez Ducha Świętego, który w nas mieszka.

Ale, aby natura Chrystusa mogła się w nas objawić, potrzeba nieco pracy, a nawet walki. I o tej pracy i walce mówi cała Biblia. Nie polega ona na tym, że będziemy teraz szkolić i ćwiczyć swoją starą naturę, ale raczej będziemy dopuszczali do głosu naszą nową naturę. Będziemy odgradzali się od głosów z przeszłości i starych nawyków po to, aby żyć życiem godnym Jezusa Chrystusa.

Zdajemy sobie sprawę, że bez Niego nie jesteśmy w stanie niczego uczynić. Od niego czerpiemy siły, „życiowe soki”, pomysły, mądrość do dokonywania pewnych zmian w naszym życiu. I bez Niego nie jesteśmy w stanie zrobić ani jednego kroku w naszym duchowym rozwoju.

Tylko czerpiąc od Niego siły i mądrość, jesteśmy w stanie okiełznać naszą naturę, która próbuje dojść do głosu. Ujarzmiamy swoje ciało po to, aby duchowa sfera naszego życia mogła się przebić.

Królestwo Boże nie pojawia się nagle, ale rośnie niczym drzewo z małego ziarenka. Wymaga pielęgnowania, podlewania – stopniowo wychodzi ponad ziemię i z czasem staje się wielkim drzewem.

Duch Święty, owszem – prowadzi nas. Ale po naszej stronie stale leży decyzja, czy chcemy za Nim podążyć, czy słuchamy Go i realizujemy to, co nam podpowiada, wskazuje. A może odwrotnie – idziemy swoją drogą? Codziennie musimy decydować, czy idziemy za Chrystusem.

Ten element zmagania się ze zniechęceniem, grzechem, pokusami był również udziałem Jezusa Chrystusa. On również zmagał się, bał, musiał odpychać pewne pokusy, prosić Boga o siłę. A skoro On musiał to robić, to tym bardziej my.

Co zatem powinniśmy robić my, a co Duch Święty w nas? Z całą pewnością nie po to się wysilamy, aby zyskać Bożą przychylność. Ją już mamy. Biblia mówi, że wszyscy, których prowadzi Duch Boży są synami Bożymi – jesteśmy adoptowani do Bożej rodziny, mamy zapewnioną Bożą miłość i akceptację. Nie musimy o nią walczyć. Nie musimy starać się podobać Bogu poprzez uczynki, podobamy Mu się poprzez wiarę.

Ta niezasłużona, bezwarunkowa miłość wywołuje w nas wdzięczność. To właśnie wdzięczność sprawia, że chcemy być podobnymi do Boga. On jest doskonały i my chcemy prowadzić życie podobne do Jego. To Duch Święty inspiruje nas do zmiany, daje nam mądrość, jak je przeprowadzać. On kieruje naszą uwagę na pewne sfery naszego życia, które wymagają pracy. Wszystko po to, abyśmy mogli upodobnić się do Boga i realizować Jego wolę tu, na świecie. Nasza praca polega na tym, byśmy odstawili wszystko na boczny tor i skupili się na tym, co mówi do nas Bóg. Abyśmy byli posłuszni Jego słowu.

Biblia mówi, że z Boga jest i chcenie, i wykonanie. Bóg daje nam pragnienie, aby coś się wydarzyło, daje nam zasoby (ludzi, pieniądze), stwarza okazje ku temu, aby Jego wola mogła być w naszym życiu realizowana. Naszym zadaniem jest wysiłek, praca, by wykonać to, do czego inspiruje nas Bóg.

Jezus wzrastał w łasce u Boga i ludzi, rozwijał się, rozumiał coraz lepiej, czego Bóg od Niego oczekuje i wzrastał w swoim posłuszeństwie. Tak samo naszym przeznaczeniem jest to, abyśmy się rozwijali i pewne rzeczy rozumieli coraz lepiej. Abyśmy byli coraz bardziej odważni i swobodni w naszym upodabnianiu się do Boga.

Zatem: mamy się rozwijać! Mamy brać to, co Pan Bóg nam daje, czyli Boże błogosławieństwo, i pomnażać je. Przypowieść o talentach mówi o tym, że Pan Bóg chce, abyśmy się rozwijali i pomagali w rozwoju innym. Abyśmy pomnażali wszystko, co nam daje.

W przypowieści o różnych rodzajach gleby także jest mowa o różnych plonach. Na jednej glebie plon jest trzydziestokrotny, na innej sześćdziesięciokrotny, na jeszcze innej – stokrotny. A więc jest możliwość rozwoju, kiedy już jesteśmy wszczepieni w Chrystusie, kiedy Duch Boży już w nas mieszka, daje nam pomysły i zasoby – nadal jest miejsce, abyśmy nasz plon powiększali.

Gdyby tak było, że mamy wewnątrz Ducha Świętego i nie musimy się już rozwijać, bo jesteśmy doskonali, to nie byłoby tylu wskazań w Biblii, gdzie mowa jest o tym, aby czytać, słuchać, uczyć się, rozumieć coraz więcej i wcielać to w życie. Sam Jezus w Ewangelii Jana (16) powiedział: „Wiele mam wam jeszcze do powiedzenia, ale tego znieść nie możecie.” A w innym przekładzie: „nie jesteście w stanie tego przyjąć. Dlatego poślę wam Ducha Pocieszyciela, który pokaże wam wszelką prawdę.”

Jest tu mowa o procesie. O tym, że w danym momencie nie jesteśmy w stanie przyjąć pewnych rzeczy, zrozumieć. Potrzeba czasu, pewnych doświadczeń, prowadzenie Ducha Świętego do tego, abyśmy zaczęli rozumieć, co Pan Bóg do nas mówi. Abyśmy mieli siłę, entuzjazm i mądrość do tego, by wcielać to w życie.

Tak więc jest miejsce na rozwój w życiu chrześcijanina i, chociaż podobamy się Bogu takimi, jakimi jesteśmy, to jednak pragnie, abyśmy rośli – stawali się bardziej dojrzali. Każdy ojciec i matka pragnie, aby ich dziecko było coraz mądrzejsze, coraz wspanialsze. Żeby miało wpływ na coraz większą liczbę ludzi i potrafiło kształtować swoje otoczenie. Tak samo Bóg pragnie dla nas jak największego błogosławieństwa, rozwoju – abyśmy wzrastali i stawali się podobnymi do Niego, do Jego Syna. Żebyśmy stawali się dojrzałymi chrześcijanami – takimi synami i córkami Boga, jakich nas stworzył. Abyśmy mieli życie, do jakiego nas powołał.

Napisz komentarz