Czy grozi Ci?

Plastikowe chrześcijaństwo

W życiu spotykałam wielu chrześcijan. Niektórzy różnili się między sobą tak bardzo, że zaczęłam zadawać sobie pytania typu: jak to możliwe, że te osoby wyznają tego samego Boga, że twierdzą, iż służą temu samemu Panu?

Znasz to może? Kiedy spotykasz osobę prawdziwie kochającą Jezusa, potrafisz wyczuć w niej coś szczególnego. Czasami wrażenie jest bardzo subtelne, ale jednak, słysząc, jak osoba ta opowiada o swojej relacji z Bogiem, nie możesz oprzeć się wrażeniu, że Jezus zmienił jej życie. Nawet nie musi mówić tego na głos – to po prostu widać.

Gdy żywisz się duchowym fast foodem chodzisz ciągle niedożywiony. Twoje życie nie wydaje owoców, a Ty czujesz się pusty i oszukany.

Kiedy indziej spotykasz człowieka, który deklaruje się jako chrześcijanin, ale od lat narzeka na te same problemy. Od lat zmaga się z tymi samymi słabościami. To może nie byłoby jeszcze takie szokujące – ale masz wrażenie, że człowiek ten nie liczy na żadną zmianę. Może bywać w różnych wspólnotach czy kościołach, może jeździć na dziesiątki spotkań. Ale poza chwilową radością, nic z tego nie wynika. Jego życie się nie zmienia.

Przyczyn może być wiele, ale bardzo często powodem takiej sytuacji jest coś, co nazywam plastikowym chrześcijaństwem. Taki człowiek dużo robi, dużo mówi, często nawet widzisz go w towarzystwie szanowanych chrześcijan. Ale wszystko to jest powierzchowne.

Każdemu grozi popadnięcie w taki stan. Żeby pomóc Ci się przed tym ochronić, nagrałam dzisiejszy film.

To ja, Agata.

Mówca, autor, streetworker i zmieniacz świata.
Mówię i piszę o samej esencji, o życiu pełnym pasji i głębokiej relacji z Bogiem.

Z tego filmu dowiesz się:

  • co to jest plastikowe chrześcijaństwo i dlaczego jest groźne
  • na czym powinna opierać się Twoja relacja z Bogiem
  • co możesz zrobić, żeby nie stać się plastikowym chrześcijaninem
  • jak głębokie chrześcijaństwo może zacząć zmieniać Twoje życie

Czy nie brakuje Ci czasem prawdziwej głębi pod powierzchnią całej chrześcijańskiej aktywności?

Każda zmiana zaczyna się od uświadomienia sobie jej potrzeby. Potem trzeba uczynić pierwszy krok. W jaki sposób możesz pogłębić swoją relację z Bogiem? 

Plastikowe chrześcijaństwo to chrześcijaństwo pozbawione relacji. Relacje są kosztowne, wymagają wysiłku, poświęcenia czasu, energii, czasem pieniędzy. W naszych czasach coraz więcej chrześcijan rezygnuje z wchodzenia w głębokie relacje z innymi. Przyczyniają się do tego także media społecznościowe, które nie dają takiej możliwości, żeby nawiązywać głębsze i dłuższe relacje z innymi ludźmi.

Plastikowe chrześcijaństwo nie przynosi owocu – takiego smacznego, pożywnego owocu. Jak plastik jest kolorowy, przyciąga wzrok, ale wewnątrz jest pusty – tak i w tym chrześcijaństwie nie ma nic, co pozwoliłoby karmić nasze otoczenie i sprawiać, by świat zmieniał się na lepsze.

Jeśli jesteś plastikowym chrześcijaninem, to w Twoim życiu nic się nie zmienia, od lat zmagasz się z tymi samymi problemami, troskami i obciążeniami. Twoje otoczenie również nie pomaga Ci, aby coś zmieniło się w Twoim życiu i w efekcie od lat narzekasz na to samo.

Żyjemy w czasach, kiedy nikt nie ma czasu. Szybko przechodzimy od jednej sprawy do drugiej, nie poświęcając jej zbyt wiele uwagi. Przenosi się to również na naszą relację z Bogiem i pojmowanie tego, czym wydaje nam się chrześcijaństwo.

Kończy się tym, że robimy trochę tu, trochę tam. Tu obejrzymy kazanie na YouTube, tam pojedziemy na konferencję, przeczytamy fragment książki, albo fajny chrześcijański cytat i już wydaje nam się, że jesteśmy zbudowani. Tymczasem nie ma w tym głębi, nie ma ciągłości rozmyślania nad tym, kim jest dla mnie Bóg i czego ode mnie chce.

Jezus przeklął kiedyś drzewo figowe. Zbliżywszy się do niego, zobaczył dużo liści i spodziewał się znaleźć na nim także owoce. My w swoim życiu czasem także wytwarzamy liście, czyli oznaki tego, że jesteśmy zdrowymi chrześcijanami, żyjemy porządnie, wiemy, co jest właściwą wartością w naszym życiu. A tymczasem nie wytwarzamy owoców, którymi inni mogliby się karmić.

Jesteśmy jak to drzewo zasługujące na przeklęcie. Jesteśmy nieużyteczni, jesteśmy hipokrytami. Mówimy dużo, ale tak naprawdę nie mamy nic do zaoferowania. Podobnie “puste jedzenie” – kiepskiej jakości żywność, pakowana w plastik, nasycona “ulepszaczami” i wypełniaczami, nie jest w stanie nas odżywić, choćbyśmy jedli je w dużej ilości. Nasz organizm domaga się prawdziwych substancji odżywczych.

Nasze życie duchowe może wyglądać tak samo – jeśli bazujemy na “duchowych wypełniaczach.” Nie budują one naszego ducha, cały czas chodzimy głodni. W efekcie zaczynamy skakać z tematu na temat. Słuchamy coraz to nowszych nauczań, jeździmy na kolejne spotkania, pragniemy spotkać sławnych kaznodziejów czy wstawienników.

Daje to wrażenie, że uczestniczymy w duchowym posiłku, ale mimo tego czujemy się głodni i sfrustrowani. Przez taką powierzchowność nie potrafimy także skupić się dłużej na tym, co próbuje powiedzieć nam Bóg. Modlimy się i nie słyszymy odpowiedzi. Nie rozumiemy, dlaczego Bóg mówi do innych, a do nas nie. Nie wiemy co robić, nasze życie wygląda nieciekawie.

Jezus nie szukał tłumów, nie szukał uwagi. Cały swój czas poświęcił dwunastu chłopakom, którym chciał powierzyć misję budowania Kościoła i krzewienia chrześcijaństwa. Jezus wiedział, że “więcej” nie oznacza “lepiej” – a my często dajemy się złapać w tę pułapkę. Wydaje nam się, że jak posłucham więcej, przeczytam więcej, to posunę się bardziej do przodu.

Więcej nie oznacza lepiej. Głębiej oznacza lepiej.

Nie pozwól, by Twoja uwaga, Twoje myśli dryfowały to tu to tam. Dopiero skupienie się na jednej sprawie pozwoli Ci zdobyć w tej sprawie mądrość.

Co więc zrobić, by nie być plastikowym chrześcijaninem?

1. Wygaszaj rozpraszacze.

Wybieraj spośród bodźców, które do Ciebie dochodzą. Niektórym rzeczom musisz umieć powiedzieć “nie” – zamknąć tego Facebooka, ten YouTube. Usunąć się z miejsc, gdzie ciągle coś pochłania Twoją uwagę.

2. Poświęć więcej czasu na relacje

Nikt nie zbuduje relacji w 5 minut raz w tygodniu. Potrzebujesz być z Bogiem i ludźmi przez dłuższy czas. Wyznacz sobie zadanie, aby móc w pełni poświęcić swoją uwagę, aby mógł to być czas wysokiej jakości (tzw. quality time). W ten sposób można usłyszeć i zrozumieć siebie nawzajem.

3. Planuj spędzanie czasu

Jeśli nie umieścisz spotkania w kalendarzu, jeśli nie zaplanujesz spotkania np. ze swoimi dziećmi, nigdy nie wysłuchasz ich w pełni i nie dowiesz się, kim naprawdę są. Podobnie, jeśli nie zaplanujesz spotkania z Bogiem. Jeśli nie wyznaczysz sobie na to czasu, nie wydarzy się cud, że nagle w 24-godzinnej dobie przybędzie 30 minut na ten cel. Tylko planując świadomie, znajdziesz na to czas.

4. Naucz się odmawiać

Musisz nauczyć się mówić “nie” – potrzebujesz asertywności. Nie jesteś w stanie poświęcić swojego czasu wszystkim i wszystkiemu. Jeśli masz listę priorytetów (mam nadzieję, że masz) i wiesz, co w Twoim życiu jest ważne, to musisz znaleźć czas właśnie na te ważne rzeczy. Rzeczy mniej ważne musisz czasem odrzucać: “Przykro mi, nie mam na to czasu.”

Mam nadzieję, że nie wyciągniesz z tego zbyt łatwych wniosków. Nie odradzam Ci oglądania filmów na YouTube, słuchania nauczań, jeżdżenia na konferencje i czytania książek. Nie w tym rzecz!

Kluczowe jest to, by robić te rzeczy w sposób świadomy i planowy. Nie pozwól, by przypadkowe rzeczy pochłaniały Cię, odciągały od spraw ważnych, wybijały ze skupienia. Nie ślizgaj się po powierzchni swojego chrześcijaństwa. Nie inwestuj swojego czasu w zbyt wiele rzeczy, ale raczej pogłębiaj to, co Twoim zdaniem jest ważne i najbardziej wymaga Twojej uwagi, Twojego czasu.

Napisz komentarz