Gdy masz już siebie dość…

Czy nie macie czasami siebie dość? Nikt tak nie potrafi mnie rozdrażnić jak ja sama. Co gorsze, jest to jedyna osoba na świecie, od której nie mogę uciec. Od ponad 40 lat znoszę siebie z lepszym lub gorszym skutkiem. Próbuję zachować balans pomiędzy zachwytem a depresją. Nigdy nie wątpiłam w swoją wartość. Byłam kochana od maleńkości. Uważam, że bardzo się udałam Panu Bogu. Lecz, o nieba, nie jestem ślepa. Od wielu lat mam zwyczaj proszenia Boga o mądrość i zapewne dlatego widzę dość dobrze. Widzę swoją beznadziejność. Widzę też wspaniałość. Beznadziejność i wspaniałość nie mogą jednak iść w parze i stąd moje zmagania. Tęsknota za wolnością od osobistych zniewoleń i słabości stała się moim codziennym towarzyszem. Nie chcę jej narkotyzować pochwałami innych ludzi, satysfakcją z pracy czy porównywaniem się do kogokolwiek. W poszukiwaniu wolności natknęłam się na ten fragment:

 

A Pan jest Duchem, gdzie zaś Duch Pański, tam wolność. 2 Kor 3,17

Przebywanie tam, gdzie Duch, daje dam prawdziwą wolność. Bycie w Duchu, bycie napełnionym Duchem, bycie w pobliżu, w tym samym miejscu, co Duch. Uwalnia nas od nas samych, naszych zniewoleń, ograniczeń, słabości, od niedoskonałości i grzeszności. Prawdziwa wolność jest wewnętrzna. To, co zewnętrzne podąża za wnętrzem. Musi się dostosować, poddać, zobrazować to, co jest w środku.

 

My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem. 2 Kor 3,18

Jeżeli masz odsłoniętą twarz, czyli podchodzisz szczerze autentycznie, nic nie ukrywając i mając czyste motywy to możesz zobaczyć chwałę Pana. Jeżeli ją będziesz oglądał stale to zostaniesz przemieniony według tego wzorca, który widzisz. Stopniowo, z chwały w chwałę, ale we właściwym kierunku, chwała jest właściwym kierunkiem. Podobieństwo do Boga jest naszym powołaniem i celem.

Co to znaczy oglądać chwałę Pana? Wpatrywanie się w Jego obecność, kiedy jej doświadczamy podczas cichego czasu z Bogiem. Cichy czas oznacza samotność i wyłączność dla Boga a nie ilość decybeli, bo tu może być szeroka skala. Oglądanie wszystkiego co, z Boga. Wszelkich przejawów Jego działania, począwszy od bycia na łonie natury po bycie świadkiem cudu uzdrowienia osoby. Bill Johnson mówi o dydaktycznym wymiarze cudów Bożych. Za każdym razem, gdy jesteśmy świadkami tego, co robi Bóg to nie tylko doświadczamy Jego chwały i zyskujemy właściwy obraz Boga, ale też uczymy się czegoś nowego o Jego naturze. Cud rozmnożenia chleba nie tylko pokazywał realność i dobroć Boga. Cud ten uczył również, że w Bożym Królestwie jest wszystkiego pod dostatkiem, zawsze starcza a my sami możemy być uczestnikami rozmnożenia poprzez pełne wiary przynoszenie Bogu tego, co mamy, nawet jeżeli jest to naprawdę bardzo mało.

Oglądanie tego, co robi Bóg kieruje naszą uwagę na najszlachetniejsze i najlepsze możliwe cechy, zasady, wzorce zachowań. Uczymy się poprzez obserwowanie. Tak, jak małe dziecko naśladuje tych, którzy są najczęściej w pobliżu. Jeżeli najczęściej w pobliżu są kłamcy i złodzieje, to dziecko szybko nauczy się kłamać i kraść. Jeżeli my otoczeni najczęściej jesteśmy poprzez to, co robi diabeł, to uczymy się od niego i wkrótce uważamy to za normalne. Dla wielu bardzo kulturalnych, pobożnych, inteligentnych ludzi normalne jest na przykład złe mówienie o rządzie czy ludziach wyznających inną religię. Co ciekawe potrafią znaleźć nawet w Biblii potwierdzenie i usprawiedliwienie swojego podejścia. Jeżeli jednak skupimy się na oglądaniu, słuchaniu, czytaniu, opowiadaniu o tym, co robi Bóg, to nasz umysł i zmysły staną się wytrenowane do naśladowania tego samego. Wszystko, co nie będzie pasowało do tego, co robi Bóg do Jego świata i Królestwa automatycznie będziemy odbierać jako złe i niegodne naszej uwagi. Nasza uwaga, wewnętrzny radar nastawiony na wychwytywanie Bożej chwały będzie prowadził nas ku przemianie. Ten wzorzec stanie się rzeczywistością w naszym życiu. Stanie się ono chwalebne, szlachetne, czyste i piękne. Tak, jak nasz Bóg.

Wiele czasu spędzam wołając do Boga, by mnie zmienił. Ostatnio nawet powiedziałam Mu, by mnie przekręcił przez maszynkę do mięsa i na nowo ulepił z tej masy, która z niej wyjdzie. Tak, często mam siebie dosyć. Proszę Boga, bym mogła być podobna do Niego. Wolna i wspaniała. Wiem, że proszę według Jego woli. Wiem też, że sama się nie zmienię. To, co jednak mogę zrobić to patrzeć na Jego chwałę. Ode mnie zależy gdzie skieruję wzrok: na siebie, na okoliczności, na innych ludzi, na to, co mnie dołuje, czy na Niego. Przypatrywanie się cudom, przemianom, wszelkim dobrym, szlachetnym cechom, czynom, które zainspirował Bóg, sprawia, że jestem bliżej w mojej podróży do wolności i chwały. Chwała, która otacza samego Boga będzie też otaczała mnie. Z chwały w chwałę. To, że nie jaśnieję jeszcze  w takim stopniu jak Jezus nie oznacza, że Bóg już nie otoczył mnie chwałą. Już mnie przeobraził w pewnym stopniu i nadal będzie przeobrażał. Ważne jedynie by nie spuszczać z Niego wzroku.

Napisz komentarz